Aktualności

12-12-2017

Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy

Właśnie spotkałem hotelowego Gościa, który do Wrocławia przyjechał z Bautzen ( czyli z Budziszyna, tuż zza polsko – niemieckiej granicy) specjalnie na wrocławski, bożonarodzeniowy jarmark, który rozłożył się na  Rynku, Placu Solnym, ulicy Świdnickiej i ulicy Oławskiej…

                     JARMARK     BOŻONARODZENIOWY

 

Właśnie spotkałem hotelowego Gościa, który do Wrocławia przyjechał z Bautzen ( czyli z Budziszyna, tuż zza polsko – niemieckiej granicy) specjalnie na wrocławski, bożonarodzeniowy jarmark, który rozłożył się na  Rynku, Placu Solnym, ulicy Świdnickiej i ulicy Oławskiej.

Dlaczego to spotkanie, przypadkowe przecież, warte jest odnotowania? Otóż ze świeżo zakupionej książki Macieja Łagiewskiego pod tytułem „WROCŁAW WĘDRÓWKA  PRZEZ  WIEKI”  ( Wrocławskie Wydawnictwo EMKA), którą serdecznie polecam, dowiedziełem się, że geneza bożonarodzeniowych jarmarków sięga średniowiecza. Jeden z najstarszych zaś odbył się w 1384 roku w pobliskim… Budziszynie.

W tym samym tekście dr Maciej Łagiewski, od 1991 roku dyrektor Muzeum Historycznego we Wrocławiu, a od 2000 roku dyrektor Muzeum Miejskiego Wrocławia ( złożonego z 7 oddziałów) napisał, że także Wrocław przez setki lat organizował świąteczny targ, który na stałe wpisał się w obchody świąt Bożego Narodzenia w stolicy Dolnego Śląska.

Czy tamte imprezy różniły się od obecnych? Absolutnie  nie. Oto co na ten temat można przeczytać w książce Macieja Łagiewskiego:

„ Można było na nim kupić wszystko, co niezbędne w święta, ale najważniejsze były bożonarodzeniowe słodycze. Szczególnie czekano na pachnące korzeniami pierniki, w tym legendarne legnickie lub nyskie bomby. To nieduże ciężkie i bardzo aromatyczne połączenie piernika z ciastem miodowym. W ogóle miód był składnikiem większości sprzedawanych wyrobów, aż po wino miodowe zwane Met. Stoiska uginały się od jabłek w glazurze, różnych ciast i ciasteczek oraz prażonych w cukrze orzechów. Na jarmarku nie tylko kupowano, ale też oglądano. W 1835 roku pewien cukiernik z Berlina wprowadził zwyczaj wystawiania przez przedstawicieli tego zawodu specjalnie przygotowanych szopek  z masy cukierniczej. Najczęściej inspirowane były one śląskim krajobrazem i przedstawiały znane budowle, widoki górskie, wsie i miasteczka, a także tradycyjnie – narodziny  Dzieciątka  Jezus. Te misterne i kolorowe szopki były prawdziwymi dziełami sztuki. Dlatego wrocławianie chętnie kupowali pojedyncze cukrowe figurki, by ozdobić nimi wigilijny stół. Na przedświątecznym kiermaszu nie mogło również zabraknąć ozdób choinkowych, zwłaszcza, że karkonoskie huty były potentatem w ich produkcji. Ponad 300 lat temu opracowano w nich metodę dmuchania bardzo cienkich szklanych kul. Od tego momentu bombki stały się obowiązkową ozdobą choinkową. Handlowano także innymi dekoracjami. Bardzo popularne były srebrne lamety – długie metalowe nitki oraz różnorodne białe świece. Wrocławianom tradycja dekorowania choinki spodobała się tak bardzo, że przykładali dużą wagę do ozdabiania „bożego drzewka”, jak ją tu nazywano. Dzisiaj choinka to niekwestionowany międzynarodowy symbol świąt Bożego Narodzenia, który we Wrocławiu pojawił się dość wcześnie, bo już w 1611 roku. Mieszczanie wrocławscy zwyczaj ten przyjęli od Doroty Sybilli, piastowskiej księżnej z Brzegu. Obwieszone łakociami i oświetlone świeczkami drzewko miało być podarunkiem dla biednych dzieci od ukochanej przez Ślązaków księżnej.

   Na wrocławskim jarmarku można było kupić prezenty, szczególnie te dla najmłodszych. Słynący z biegłości karkonoscy rzemieślnicy wystawiali na swoich stoiskach drewniane zabawki: pajace, lalki i wózki. Obok   nich sprzedawano drewniane bożonarodzeniowe szopki pochodzące z różnych śląskich warsztatów”.

Jarmarki znowu wróciły na wrocławskie Stare Miasto i stały się jednymi z najpiękniejszych w Europie. Tak obszernie cytowałem relacje historyczną doktora Macieja Łagiewskiego, albowiem dzięki temu opisowi  możemy się przekonać,  że klimat, nastrój i magia świąt Bożego Narodzenia są wciąż takie  same. To jest, chciałoby się za Hemingwayem powtórzyć, „Ruchome Święto”.

Są na współczesnym wrocławskim jarmarku, jak przed laty, również drewniane zabawki dla dzieci. Takie, które pamiętają ze swojego dzieciństwa również współczesne babcie i współcześni dziadkowie. A więc motyle na kółkach, które poruszają skrzydłami itd.itd. Choinkowych ozdób również dostatek, chociaż nie mogę oprzeć się refleksji, że hut szkła na Dolnym Śląsku ubyło, a i wytwórnii  choinkowych bombek również znacznie mniej. Ale towaru nie brakuje i to jest najważniejsze.

Za to ceramiki z Dolnego Śląska wiele, zwłaszcza tej bolesławieckiej. Szczególnie dużo ceramicznych aniołków, które przynoszą szczęście. Wiele artystycznych ozdób, malowideł, bombek przyjechało do nas z Ukrainy. W ogóle jarmark jest ogólnopolski i ogólnoeuropejski, a nawet światowy.  Wiadomo przecież, że liczne ozdoby z bursztynu przyjechały z Pomorza .Rachatłukum to smakołyk charakterystyczny dla kuchni bałkańskiej i bliskowschodniej. Robi się go ze skrobi pszennej, cukru lub miodu oraz innych bakalii.

Rzeźby z Afryki, wędliny z Podlasia, Wileńszczyzny, miód z Bieszczad i… ludzie z całej Polski i z Europy.

Zauważyłem,  że wrocławski Jarmark  Bożonarodzeniowy stał się nie tylko imprezą handlową, ale przede wszystkim atrakcją turystyczną. W Rynku spotkać można wiele zorganizowanych wycieczek, również szkolnych i… „przedszkolny”.  Sam na własne oczy widziałem w ubiegłym tygodniu w Miliczu, w tamtejszym tygodniku „ Głos Milicza”, ogłoszenie o zapisach na wycieczkę na wrocławski jarmark.

Spotkanie z turystą z Bautzen w hotelowej recepcji dowodzi, że historia może być „ nauczycielką życia” , ale również, że może być piękną i interesującą nauczycielką.

 

 

 

                                 HOTELOWY   BYWALEC

 

 

 

Czytaj więcej